Otwieram oczy…

Otwieram oczy.
Jasność kluje w płuca.
Ostry zapach niepokoju wbija się w nozdrza..
To przed chwila mój świat się skończył….
To przed momentem boga ktoś wyłączył….
Jestem tak cholernie sam na ziemi-
Gdzie ani raju- ani piekła nie ma….
Gdzie wszędzie jasno prosto zrozumiale
Tak by mózgu nie zużywać wcale…..
By z uczuć wymięty stal na rogu ulicy…
W tym jak się kurwie zamknięty nie pamiętał policzka….
Kiedy rano po nocy niespanej
Zwlekę się z lóżka….
I spojrzę do lustra….oniemieje..
Z wrażenia zdziwienia…złości…..ciągłego istnienia……

4 IX A.D. 2007

Dodaj komentarz