/napisane z myślą o Niej…trudno wytłumaczyć dlaczego tak…..ale ja to wiem…/
„Budzę się rano.
Coś dziwnego się stało – to nie mój pokój, nie moja pidżama, nie ta szklanka z wodą na nocnym stoliku. W ogóle, skąd ten stolik, co to za pokój, gdzie ja jestem???!!!
Rozglądam się, przez otwarte okno wpadają poranne promienie słońca i ożywczy wiatr, przez otwarte okno widzę, też gdzieś w oddali taflę wody. Boże jak ja tu trafiłam, rodzice mnie zabiją, co się ze mną dzieje???
Otwierają się drzwi do pokoju, w którym jestem i który służy chyba za sypialnie. Czuję jeszcze ciepło kołdry, którą nie tylko ja ogrzałam, wchodzi mężczyzna – znam skądś tę twarz, ale jest jakby kilka, a może kilkanaście lat starsza.
– Dzień dobry kochanie,
– Dzie…dzień dobry… – odpowiadam niepewnie.
– wychodzę do pracy, pamiętaj o dzisiejszych zakupach, i o kolacji z rodzicami wieczorem.
– Dobrze…- mówi coś spoza mojego mózgu, ale moimi ustami.
Uśmiechając się całuje mnie w czoło, zakłada kurtkę i wychodzi.
Czuję się jakoś dziwnie. – coś jest nie tak.
Idę do łazienki. Nie wiem skąd, ale dokładnie wiem gdzie jest szafka z moimi ubraniami, gdzie szukać ręczników.
Co się stało z moją twarzą..??!!!! Przecież wyglądam jak bym miała ze 32 lata…!!!
Biegnę szybko po portfel, zamiast szmacianego z House’a, mam jakiś skórzany elegant, a w nim to czego szukałam – dowód – niesamowicie zniszczony, ale zdjęcie to samo, które było wczoraj „ja w wieku 18 lat”. Włączam telewizor, a potem szukam po kanałach wiadomości. Boże, jest 14 kwietnia….2019 roku.
…płaczę…
I wtedy coś się otwiera.- myśli zaczynają za przykładem łez skapywać z czarnych czeluści pamięci do mojej jaźni. Wszystkie zapomniane dni przemykają przed oczyma. Pamiętam kiedy pierwszy raz widziałam tego mężczyznę, jeszcze w dzieciństwie….potem szkoła średnia, matura, przecież ja jeszcze jej nie pisałam. Jakieś słowa głosy – to on – mówi że wierzy, że dam radę, że jestem warta tego by dostać to świadectwo, bo mam odpowiednią wiedzę, a przede wszystkim jestem dojrzałą i odpowiedzialną osobą,
– przecież matura to egzamin dojrzałości. – mówi. Potem wyniki, moje łzy, ciepło jego policzka i też łza – tym razem nie moja. Radość – mam maturę! Jakieś migawki ze studiów…i ten dzień – pędzący czas zwalnia, prawie się zatrzymując. Słyszę szum, to fale. Czuję wiatr, to bryza, ciepło jego dłoni i miły chłód wilgotnego piasku na stopach. Idziemy w milczeniu. Zatrzymujemy się – bierze mnie za obie ręce, patrzy w oczy, to nie taki normalny wzrok – to słowa, bez dźwięku. Klęka nie odrywając wzroku, wyjmuje z kieszeni pudełeczko, a w nim pierścionek. Pochyla głowę i przez szum fal szepcze:
– proszę…bądź, tak do końca i na zawsze….
Nie wiem co powiedzieć, nie wiem co zrobić, łzy jak groch płyną po policzku. Ściskam mocno jego rękę, przytulam głowę, całuję. Jak powiedzieć TAK, kiedy łzy dławią gardło. Klękam obok łykając z radości grube łzy palcem na piasku piszę „Tak”…i mówię:
– Na zawsze …mimo wszystko….
Wstajemy z twarzami mokrymi od łez śmiejemy się do siebie….
On odwraca mnie tyłem do morza pokazuje jakąś polanę i mówi:
– tu będzie nasz dom, i tu będą wychowywały się nasze dzieci.
Dalej razem biegniemy.
Przed nami tylko zachodzące słońce…
Następne dni, następni ludzie, miejsca, coś złego – choroba, do
szaleństwa biała sterylność szpitalnej sali, ponurzy lekarze i wiecznie smutne pielęgniarki. Na moim palcu obrączka. Przez skórę czuję że nie jestem tu z powodu bólu gardła. Na kolanach widzę głowę śpiącego męża. Heh, aż zdziwiłam, się że tak go określiłam…z ręki zwisają girlandy kroplówek. Wchodzi pielęgniarka, wyprasza męża mówiąc, że musi mnie zabrać na badanie. Coś ściska mi serce, zaczynam płakać, to nie radość – to paniczny bezsilny strach. Jeszcze, nie wiem przed czym, ale wiem ze to straszne. On podchodzi, obejmuje mnie, długo nic nie mówi, a ja czuje bicie jego serca. Już nie musi nic mówić – wiem bez słów, że cały czas jest ze mną, że cały czas mnie kocha….
Badanie trwa jakiś czas – szukają czegoś w moim ciele, okazuje się że nic nie znaleźli i bardzo się z tego cieszą – Ja razem z nimi bo to moje ciało jest zdrowe. Po chwili zjawia się i on, taki roześmiany, taki radosny, jaki nie był przez ostatnich kilka tygodni. Tak naprawdę prawie nie znam tego człowieka a czuję od niego tyle ciepła, tyle chęci wzięcia na barki całego zła jakie na mnie spada. Tak wiele chciałby dla mnie zrobić, tak wiele dać – całego siebie.
Obrazy znów przyśpieszają – jakieś słowa pocałunki, czysta forma miłości, 5 rocznica, prezent moja ulubiona muzyka, włączam płytę…rozpływają się dźwięki, te najmilsze, z którymi kojarzą mi się najlepsze chwile z Nim. Rozlega się dziwny natrętny dźwięk – to dzwonek do drzwi. Wyrwana ze snu na jawie biegnę do drzwi – to listonosz. Zdziwiony patrzy na moja pidżamę wręczając mi plik listów, zamykam drzwi idę do salonu…przez duże okno widać morze i kawałek plaży…obrazy wracają….i myśli. Jak ja bardzo kocham tę osobę, jak wiele ze mną przeżył, ileż ciężkich chwil, czasami moich trudnych słów, jak wyrozumiały był i ilu rzeczy mnie nauczył, po to by łatwiej nam było żyć. Ile obietnic spełnił.
Uświadamiam sobie w pewnym momencie, że nie potrafiłabym zasnąć bez akompaniamentu jego oddechu, że życie było by bezbarwne i mdłe bez jego zielonych oczu i głośnego śmiechu, bez jego osoby. Jeszcze kilkanaście minut temu całkiem „obcej”…
Człowiek idealny, w idealny sposób spełniający swoje zadanie w swoim idealnym miejscu. Razem tak dobrze się uzupełniamy, rozumiemy, oby jak najdłużej. Włączam płytę, rozlega się ciche „nananana nananana…piszesz mi w liście ze kiedy pada, kiedy Nasturcje na deszczu mokną…”…nasza piosenka….już wiem…pomalował mój świat….kolorami całej ziemi.”
/kiedyś dopisze resztę……………kiedyś/ Dla Mojej Małej
29 IV 2019 – jesteśmy Małżeństwem od VIII 2010 roku. I tylko domu nad morzem jeszcze nie mamy.
22 I A.D. 2007