Oczy…

Otwieram oczy..nie sobie a im…zaropiałe powieki a pod nimi martwe odbicie…strzępy skóry….naga szczęka i urwane ucho….jakież wspomnienia muszą mieć umarli że wyobraźnią takie mary wypluwają……by anielskiej duszy nie kalać brzydotą odrzucam zwłok i odchodzę….krocząc ścieżką porośniętą trawą młodą…zostawiam ślady…..zgnilizny i smrodu….to nie ja idę a sumienia moje….i ofiar strzępy….do lustra podchodzę tylko po kolejny kawałek…by cierpienia pominąć..i raz kolejny przypomina mi nadgarstek żem ja już martwy po stokroć…a krew płatami leci miast kropel…usta modlitwę martwą śmiewają..i odpuść nam nasze winy panie jako i my odpuszczamy……Tobie

16 VI A.D 2006

Dodaj komentarz