I.
..A ja podchodząc do Ciebie
w oczy patrzę…
palcami włosy czeszę…
na karku pieszczoty zostawiam…
i mijam
zważywszy wzrokiem
Twoją przed oczyma dłoń…
wiem…
obejrzysz za mną się…
teraz
kiedyś
albo dziś we śnie….
II
w ciemności
źrenic odblask-poblask
jasności niewiadomej
i obraz w niej milczący
gdyby nie ciepło dłoni
byłby jak posąg płaczący
łzą jasności…
Ja w Ciebie
Ty we mnie
wpatrzeni…
nie, nie czujemy już pod stopami ziemi..
…bicie serca
– prawie widoczne
mimo ciemności…
mrokiem zwanej potocznie…
my w niej skąpani
jak dzieci w zimnej rzece
radością niemą rozradowani..
III
Z bułką i kawą
nim oczy otworzysz
z konwalią i słodyczą
nim cień na ścianie zostawisz
ze spojrzeniem głębokim tajemnym
w milczeniu wzajemnym
by ciekawość Twą wzbudzić…
a minut kilka potem…
oddechem szybkim
i „KOCHAM”z gorących ust
wprost do ucha
by tych za ścianą nie zbudzić…
IV
Kiedy patrzę na nowe
Twej twarzy uśmiechy
nic, naprawdę nic
nie daje mi większej uciechy
– od oczu Twych ogników wesołych
rumieńców policzków dziewczęcych
dłoni ruchów niechcących
głosu barw tęczą dźwięków
się śmiejących
i tak dnia każdego
dzięki nim właśnie
śmieje się we mnie coś nowego…
dzięki tobie..w radości tworzonego…
26 II A.D. 2007