Prochy…

….w gardle suchość….
….w oczach iskry….
na skroni pot
przez zaciśnięte zęby 
cedzę jedno słowo….
przez zaciśnięte gardło 
nie przepływa już żal…
przez słabą głowę
zaciskam teraz usta

…mały biały…..nie ma serca
nie wspomną nawet o duszy
zwykłej chemii kawałek
a tak cholernie mną tarmosi
tak poniewiera 
obraża
hańbi
codziennie opluwa
i odpruwa kolejny guzk 
z mojej sutanny świętości
do dnia aż upadnę
a guziki rozsypią się
wypuszczone na podłogę z czyjejś dłoni
prochy…

Patrzę i widzę….
oczy łzawe bezsilne
strach i brak drogi…
patrzę i widzę
jak powoli stacza się
jak mózg zaczyna drętwieć
mącznieć jak to z czego są zrobione…
widzę taką złudę i ułudę
talentu pobrzęk
wiedzy cień
wszystko tylko błysneło
by zaraz cicho zgasnąć
popiół pozostawić

wyciągam rękę
tylko czy podniesiesz 
czy oderwiesz się od Iwonki
Prochy.

(Napisane 17 stycznia….po bezkresu głupocie podróży…i miejskich wycieczkach poznawczych…..czasami lepiej nie smakować zwyczajnego życia…nawet nie czuć zapachu bo ten już odstrasza…wyłaź z tego M. bo cię tam nie warto marnować.) Słowa powstały po poznaniu kolejnego kawałka świata….z którym póki co styczności przyjemności mieć nie miałem….nie przypuszczałem że tak łatwo jest kupić prochy…i że tak dużo tego..i że tak wiele osób w tym siedzi..i że całe rodziny…to po prostu chore……nie ogarniam..i dumny jestem ze swoich uczciwych warunków..bardziej niż oni z zaliczeń po prochu…astaaa!!!!

17 I A.D. 2007

Dodaj komentarz