..przemarźnięte stopy….stawiam by doszły do siebie……na rozgrzanej słońcem drodze..a one ….czując co się święci…nabywają odcisków bąbli i strupów….diagnoza…??..nie pal to gangrena…myślę nie to nie dzisiejsza choroba…..a one….iść dalej nie chcą..tylko tak dla jaj bolą i bolą..jak by miały odpaść za moment……tak moje życie na kawałki rozpadać się zaczyna…kiedy idąc po piasku gorącym rozmyślam nad biegiem…jego-nie stóp…..kiedy tak idąc myśleć nie chcieć zaczynam…kiedy tak idąc..cholernie chcę się zatrzymać…kiedy idąc upadam by nie wstać…..bo na ostre wyrzuty sumienia…natknąłem się….słowa i myśli jak refleksy płyną wraz z muzyką do głowy….a ta wklepuje je klawiszami…zrozumiałą….od połowy….
8 VI A.D. 2006