20:54 23 I A.D. 2009

Oczy…


Podchodzę do łóżka
Oczy gasnące
nieprzytomnie przytomne
ostatkiem sil
iskry sypią dookoła
że żyć chcą
że patrzeć pragną
drgające powietrze
z ust bezgłośnych woła!
Przez dni kilka
ostatnich
tak jak by Cię nie było
Szeroko, wyraźnie
przed chwilą
oczy otworzyłeś.
Te same, które w wojnę
przed odłamków gradem kryleś
we łzach skąpane
obok krok za krokiem
kolejne padały
osoby kochane…
Patrzyłeś…
jak kiedyś TWARDO
jak kiedyś HARDO
jak kiedy mówiłeś
gdy z nosem rozbitym wracałem
“porachuj im kości
dla głupoty złej
nie miej litości”
z kawałka sosenki miękkiej
wyrzeźbiłeś dębowy posąg
który płacze…
kiedy oczy Twoje wspomina
ostatni raz otwarte
z ostatnim tchnieniem
uściskiem dłoni mojej w Twojej
Jak nikt we mnie jesteś
jak nikt pamiętam
i czoło zawsze pochylam
na myśl o tym że
z Bohaterem prawdziwym
po obiedzie drzemałem
zawsze zŁy, że od Ciebie
Dziadku
później wstawałem
Jeśli jestem czŁowiekiem złym
to przez świat.
Jeśli jestem dobry….
to Dzięki Tobie.
Więcej już nic zrobić nie mogę
poza krzyżem
i białą różą na grobie.

Kolejny tekst poświęcony “Brzozie”…
Powstanie napewno jeszcze wiele słów
Bo wiele słów jestem winien takim jak ON.
“Nieznany żołnierz” Twardy Polak.

Zahar…albo po prostu Zygmuś…
jak to Babcia mówi.

Dodaj komentarz