Córkę i żonę
w Polsce zostawiłem
a sam…
wolności szukać poszedłszy
Teraz One Wdową i Sierotą
Ja zaś trupem jestem
W lasku obok Staszka leżę
Z, na potylicy łzą krwawą
W Polskim mundurze
z Polską w pękniętym sercu
Z krwią zakrzepłą na zębach wybitych
Co leżą tuż obok marzeń rozbitych
Tak jak reszta cała
nawet teraz z dumą
noszę belki generala
Życie odebrali
Jak ścierwa gnijemy w dole
Poukładani łanami
drutem ręce za plecami związane
by walki zakazać i śmierci w honorze
„Ruskie” elitę (Polskę) myśleli, że zabili
Lecz my synów mamy!!!
Oni zardzewiałe bagnety odgrzebią
z ziemi od krwi rudej
i o trzewia najeźdźcy
co miast Boga
do cara sie modli
na lśnienie srebrzyste
o międzyżebrze
ku sercu pchając wyszlifują
Szczerbiąc o „za zasługi” orderu blaszki
co skrywają przed mdłym słońca promieniem
miejsce puste, wyschnięte
gdzie ludzie prawi mają to
co zwą człowieczym sumieniem
Po latach jesieniach i zimach
na krzyży aleje patrzę.
Coś pęka we mnie
Żal jakby i ból
że pod ten pędzący śmierci pociąg
nie rzucę się i swoimi kośćmi
rozpędzonych
nie zatrzymam
kół.
… na pamiątkę KATYNIA…czoło ku ziemi kieruję w szacunku, i bezgłośnie Rotę nucąc…żegnam się. „Tak nam dopomóż Bóg.”
Pisane po „Katyniu” Jacka kaczmarskiego.