… w ramionach trzymam..
świat cały..
Swój i Twój…
ciepłem duszę zimną grzeję…
by znów Boga poczuć
że jest gdzieś tam…
.. za plecami znów knuje…
jak wolną wolą, innego człowieka
dusze pokłuje
Jak chwilą nieuwagi
życie zniszczyć zechce
a drugiego nie da…
drugiej szansy nie będzie
nie wstanie już słońce czyste
bez plam na nadziei płachcie
….nie będzie
dziewictwa dwa razy…
raz tylko można się złamać
i do końca świata jest się złamanym
Aniołowie skrzydeł nie podniosą.
odcisków by się ich niebiańskie dłonie nabawiły…
a przecież nie po to są u Boga boku
by od pracy dłonie krwawiły
pękała skóra albo cokolwiek
one woli nie mają
i o te pęknięcia
piękniejszy jest człowiek.