Głosem ciepłym
mówisz trwaj…
a ja już nie chcę
to listopad
nie maj.
Coraz chłodniej będzie
Tobie i mnie
coraz mniej
Ciebie i mnie
krople płyną
jedna za drugą
po policzku ponurym
przez brodę rudą
ulicą brudną
wśród liści zgniłych
nie widać twarzy miłych
każdy przed siebie zapatrzony
przestaje kochać
kochanki i żony
o znikaniu myśli
o przeminięciu
o zdechnięciu
Nie płacz po mnie
nie roń łez
jeśli idę
to w ciepłe miejsce
gdzie będę czekał
popijał whisky
zawsze schłodzoną
Życie po to jest
bo jest jedyne,
żeby czerpać,
żeby ze słońca się śmiać
i tego żądam,
na liście falującego wzroku,
na łąki zielone.