21:45 11 XI A.D. 2020

Patrzę w niebo
błękitu ogrom
widzę i chmury

Co więcej
może tam być
Kto patrzy

A jeśli widzi
to mi wstyd
za siebie i za nich.

Za siebie
bo słaby jestem
Za nich bo głupi

A wszyscy grzeszni
zaniedbaniem, lub złem

Nie tak
chciałem
się modlić

Nie tak czuć
jego ogrom
i moc

Kiedy żal
za grzechy
na siłę

Kolejny smutek
kiedy się rodzi
bo umrze

Nim jeszcze rozkwitnie
już świecę zapalam
bo zwiędnie

Każdą oznakę
radości
ukrywać należy – skrzętnie

O rozkoszy
nie wspomnę
nie wolno

Bo gdy kochasz
się
odczuwać jej nie wypada

Złem przesiąknięte
to co jest
dla mnie piękne

Ja na ulicę wyjść
chcę
i krzyczeć

Włączmy słońce
Syn Boga umarł
nie po to
byśmy musieli
w mękach skowyczeć.

Po to
Go do krzyża
przybili

Byśmy
byli ludźmi
i z radością chodzili
po świecie

Co nam
go Bóg dał
w opiekę
i sprawowanie
(dzięki Ci Panie!)

Tylko mi się wydaje
że ja i kościół
to zaczynają być
zupełnie inne kraje

Umyślnie przez k-małe
bo mam wrażenie
że przez lata
stracili na świętości
z postaci świetlistej
zostały suche kości

Nie taki on miał
być i nie dla tych
nie tym służyć celom
nie ludziom takim

Smutno mi
gdy to piszę
bo bardzo wierzę
…ale nie umiem.

Dodaj komentarz