Gra…

..coś gra….
…lekko drgają struny….
lekko powieka drży..
by nie wypuścić 
spod niej łzy..

…coś gra….
….tak jak w sercu moim
ja i ktoś…
my we dwoje….

coś gra…..
jak bym chciał 
długo chlał….
zapominać nauczony

coś gra…
póki sił wystarczy
a kiedy zabraknie
człowiek upadnie

coś gra….
póki jestem
odejde
cisza będzie grała

coś gra….
tak jak ja…
jak w głowie szumy…
tak szumią stalowe struny…

jak ja
ktoś w ciszy 
dźwięki gra…
by myśleć zapomieć

jak ja…..
ktoś w ciszy 
przeze mnie
w żalu 
złości
łka.

15 V A.D 2007

Inaczej…

Tak inaczej miało być
Tyle wielkiej miłości
Wspólnych świąt
To samo okno
w które Patrzeć mieliśmy
Ta koszulka do snu
To łóżko rozgrzane
Ale co z życiem
Wieczne święto ?
Nie da się
Trzeba czasami
Założyć buty
i w życia błoto wejść
W codzienność…
Zwyczajne śniadania
i zwyczajne noce
Dni zwyczajne
… a my tylko
Z czerwonymi kartkami
Czujemy się razem
Jak w niebie
Nie chcę zabierać ci
Twoich dni świątecznych
Twoich chwil tajemnych
W których się gubię…
Jak Ty w świecie moim.

13 V A.D. 2007

Podchodzę…

I.

..A ja podchodząc do Ciebie
w oczy patrzę…
palcami włosy czeszę…
na karku pieszczoty zostawiam…
i mijam 
zważywszy wzrokiem
Twoją przed oczyma dłoń…
wiem…
obejrzysz za mną się…
teraz
kiedyś
albo dziś we śnie….

II

w ciemności
źrenic odblask-poblask
jasności niewiadomej
i obraz w niej milczący
gdyby nie ciepło dłoni
byłby jak posąg płaczący
łzą jasności…
Ja w Ciebie
Ty we mnie 
wpatrzeni…
nie, nie czujemy już pod stopami ziemi..
…bicie serca
– prawie widoczne
mimo ciemności…
mrokiem zwanej potocznie…
my w niej skąpani
jak dzieci w zimnej rzece
radością niemą rozradowani..

III

Z bułką i kawą
nim oczy otworzysz
z konwalią i słodyczą
nim cień na ścianie zostawisz
ze spojrzeniem głębokim tajemnym
w milczeniu wzajemnym
by ciekawość Twą wzbudzić…
a minut kilka potem…
oddechem szybkim 
i „KOCHAM”z gorących ust
wprost do ucha
by tych za ścianą nie zbudzić…

IV

Kiedy patrzę na nowe
Twej twarzy uśmiechy
nic, naprawdę nic 
nie daje mi większej uciechy
– od oczu Twych ogników wesołych
rumieńców policzków dziewczęcych
dłoni ruchów niechcących
głosu barw tęczą dźwięków
się śmiejących
i tak dnia każdego
dzięki nim właśnie 
śmieje się we mnie coś nowego…
dzięki tobie..w radości tworzonego…

26 II A.D. 2007

Zgraje…

..całe ich zgraje…biegną….
ciemne duchy…
..na drodze ona jasna…
rozrywają..
wokoło pluszcze krew…..
dziewicza mądrość w niej płynie..
..dobra istota…
.tak niepowtarzalna że jedyna…
….dobra istota..tak podarta 
….że nie do rozpoznania…
….wilków watachy…..
…skaczą sprężyście..
…..nawet nie szarpią całych jeszcze zwłok…
..mięso się marnuje w błocie kala
..krew w żyłach ostaje…….
..by niezjadliwym uczynić….
…….po wszystkim…
..zostaje…nawet dusza wdeptana…
podnieść się nie może widząc swych zwłok szmatę….
..tak miała białe szaty……
tak dbała by nie skalać cnoty…..
..by zawsze dobrą i prawą być…
..a tamci..siłą ją wzięli..z cnoty obdarli
życia spazmami karmiąc…
..w usta uśmiech lubieżny wkładając siłą…
..w rękę nóż i ogień…..
..z kłem przy tchawicy…..
…..ze zgniłym oddechem po lica prawicy…
…Ona tak biała niegdyś upadła..
..nie przez życie całe lub pół..
..ale przez chwili ułamek…
gwałtem ją wzięli..
gwałtem…
…i…
…stłamsili na runa lasu liściach…
..zgwałcili wśród gałęzi trzasków…
..bez szacunku…
……bez magii ciepła ciała drugiego…
a w pośpiesznym sapaniu….
…a teraz…
..klęczy na ziemi….cała stłamszona.
..zgnieciona ciał sztukami……
lico płonie od chwil gorących…
…od myśli dobro żrących…
…odpłaci im….
..odwdzięczy się…..
…..znajdzie…
…..ich bliskich żony i siostry….
….i tym samym zapała…
..żądzą ognia i zemsty…..
…tak jak oni..
przed laty…
…kiedy ktoś ich samych rządzą ową kalał.

Pamięci wszystkich tych…których zepsuło życie samym sobą…a białą szatę zemsta a nie pierwotne zło znaczy.

25 II A.D. 2007

Pamięć…

/pisane o dziwo przy muzyce Xaviera Naido….za atmosferę/….

…maj…17 lat kilkadziesiąt temu….
przy stole człowiek….
za oknem niewidoczny ruch…
ludzi psów dziesiątek kilka….

…trzask łamanych drzwi…
karabinów szczęk…
za łopatką tępy kolby ból….
….nogi szeroko..
ręce na ścianę
…niepotrzebnie 
aż kolczastym drutem związane

….u stóp matka płacząca…
…u stóp matka całująca…
…dziesiątek kilka ludzi psów….
…za ręce wciąga na wóz…..

młoda żona….we łzach..
…młody człowiek….
na pytanie odpowiada….
…w kopach nie było litości….
nie patrzyli gdzie trafia but, pięść…
„za co zgineli twój ojciec i brat…
– za to że byli prawdziwymi polakami…”…
potem w oczach ostre słońce…
i w potylicy tępy ból…
za to bito……
7 lat więzienia dawano….
gdzie szkorbutem i pięścią
człowieczeństwo łamano…

10 luty dziś….rok 2007….
…znane nzawiska…ludzi poczciwych…
staruszkowie dzisiaj…
wnusie na kolanach i uśmiech na ustach
…domy ogrody…ordery nagrody
pieniądze za słóżbę wzorową…
…za państwu oddanie…
….za „polakiem” bycie….
…znam kilku….
dziadkowie poczciwi…
czy pamięć tak słaba…..
czy sumienie ślepe….
….nie pamiętają który 
nie pamiętają kiedy
…ręce drutem wiązali….
pod choinkami Polaka kopali…..
…UB….
Urząd Bezpieczeństwa
Ubojnia Bohaterów
Utrapienie Bliskich
UB…
jeśli cię spotkam Dziadku
jeśli zapamiętam..
jeśli dowiem się
…że biłeś…..
że kopałeś…
…że twoim Ojcem
ten który połowe rodziny 
z zimną krwią mojej zabił…
….opluję…zbeszczeszczę
…przypomnę tych lat kilka
kariery…młodości..
kiedy dla rodaków brakowało ci litości
… kiedy umiałeś do nieprzytomności 
w pięty bić
kiedy żebra chrupały pod krzesła nogą
..kiedy narządy w szufladzie zostały
bo ją kopem zamknąłeś….

kiedy budzili się na węgla kupie…
kiedy oczy zapuchnięte nawet światła nie widziały…
..kiedy nadziei brakło…
śmierć miała być lepszą niż życie….
….ja pamiętam…i nie zapomnę..
ja cały czas pamiętam…..
..ja nie wybaczę…
bo tego nie wolno
za Polskę się ginie
ale nie z rąk polaka
….poczujesz
obiecuję.

/pamięci najwspanialszego człowieka jakiego było mi dane w życiu znać….
pamięci największego patrioty jakiego znałem…człowieka który był w stanie poświęcić życie za swój kraj, Pamięci kogoś..kogo poznałem kiedy grano „na Stos” nad trumną jego……Pamięci człowieka , którego najbardziej kochałem…kto jest dla mnie wzorem przykładem i autorytetem…..któremu wystarczyła podstawówka, by wiedzieć kim jest..i ile może dla świata zrobić..ile istnień uratować i szczęść……pamięci „Brzozy” z AK …pamięci…..on mnie rzeźbił..mimo że palce już nieruchome…..on mnie ulepił..z twardszej niż inne gliny…on mnie urodził „bo mama miała pranie”….Dziadek Z. ………..pamięci….oby Ci tam było dobrze…oby demony wojny z głowy uleciały…a w niej spokój zawitał……..i obyśmy jeszcze kiedyś już tam….razem…..rękęsobie podali…porozmawiali…abyś dumn ze mnie był………tego chcę…..to moja mała modlitwa…../

Pamięci Dziadka Zygmunta… 1917-04.XI.2001

10 II A.D. 2007

Szczęść okruchy I

są takie chwile
których nie opiszesz
w których muzyką opływam 
i mimo że w ciszy
łazmi załkany
nieszczęść się 
w świecie doszukuję
najszczęśliwszym się..
na tymże świecie czuję

….za Omegę, Leve loff…Unforgiven, całe Lao..i wiele wiele innych……które te okruchy sypią….

6 II A.D. 2007

Grzeszny…

..tak wziąć w ramiona..
ku niebu unieść..
i wirując w słońcu 
usta jej całować

tulić twarz ciepłą
w jej włosy pachnęce
ustami szukać 
ust smakujących

rękoma czuć
to co dla boga dalekim
bo nie ma szczęścia
on być grzesznym……
…….człowiekiem.

4 II A.D. 2007

Serce

miłość jest pięknem
bo mało jej mamy
miłość jest cenna
bo rzadko kochamy
gdybyś rozdała miłości
gdybyś była fontanną radości
gdzie tegoż
nigdy nie brakuje
gdybyś zalegalizowała szczęście
tak by każdy miał go na gramy
do wciągania od taty i mamy
by mąż mnie nie zdradzał ni żona
by nigdy córka nie była poparzona
by nie ginęli ludzie i nie
by wszystko było złoto-kolorowe
co by wtedy było
od czego bym uciekał
przed czym krył się
i czego wyrzekał?
zostawił bym miłość
i promienie słońca
zostawił bym cnotę 
i dnie gorące
podszedł bym do cienia
i poprosił
by twarz moją i życie
kroplą bólu zrosił
by życie znów szorstkim się stało
by znów sens miało
bo takie wyświecone
szczęśliwe
boskie
ciepłe
sensu by nie miało

dlatego zdejmuję butiy
i idę w piaski gorące
albo lody zomnem parzące
i życiem sę smakuję
bo wtedy dopiero je czuję
gdy oczy krwią biegną
a serce
….serce
zanosi się bólem

3 II A.D. 2007

Kamienny…

kamienny Aniele
tyś był miłością
jego do mnie
tyś był radością
jego dla mnie
Dlaczego miast latać
ty siedzisz skulony
dlaczego tyś skuty
bezduszny
i zimny

Kamienny Aniele
twe skrzydła się 
w szpony zmieniają
co w żalu toną
i miast ratować mnie 
serce rozrywają
żalem i złością
że tyś tu przykuty
obok mnie
moją tępą miłością.
Dlaczego ja siłą cię trzymam
dlaczego odejść nie pozwolę?
bo się wariacko
szaleńczo wprost boję
że kiedy zostanę 
sama tu w dole
nikt już nie zadba
o ziemską moją dolę.

Aniele z Kamienia
ja cię tu nie chcę
ja się zmieniam
odpłyń tam w górę
niech sprzydła twe wiatr poczują
niech serce wolnym będzie
a świst ich na niebie 
niech będzie 
dla mnie darem
od Ciebie

2 II A.D. 2007

Cholera…

cholera
to życie to nędza
bo w nędzy upadamy
miłości sie zaklinam
miłością się odginam
i proszę ..pokochaj mnie
bądź ze mną na dnie dobre i złe całkiem
będź przy mnie kiedy będę szczęśliwym, 
i kiedy śmieciem się ostanę
będź jak wiatr w drzewa gałęziach
co dzień rano do życia obudzisz
co dzień rano barw nadasz jak malarz
co dzień rano ku słońcu zwrócisz 
by żyć było łatwiej
by piękniejsze słońca zachody
by na niebie cumulysy zawsze w słonia się kładały
lub dwa łabędzie
dla miłości mówiłaś naszej chwały
tyle dni razem 
tyle nocy gorąca i potu
tyle szeptów do ucha i 
ekstazy, odlotów.
w twoich ja ramionach
w moich ty

teraz mnie nie znasz.
teraz odchodzisz
na ulicach omijasz
wzrokiem 
i tak zimne serce
chłodzisz
chcesz kłuć i ranić
i tak porwaną lalę
ja już tak nie chcę
już rady nie daję
śmierć łatwiejszą
bo szybszą drogą ku końcowi
pętla
żyletka
fiolka proszków
z mostu lot ku aniołowi
poddać się łatwo
cierpienie ucinać
sobie poradzić z bólem i

zaś innych życia podcinać?
kimże jestem byś ty mogła mną sterować
by od twego wzroku życie me szanować
by twoje ręce na ciele moim grały
nie po to żyję
a po o bym sercem był całym
Ona prosi
żeby zostać z nimi
bo są ludźmi
przyjaciółmi – szczerymi
miłość na wieki?
owszem istnieje
ale moje życie jedno tylko
i serce dziś twardnieje

pewnie za czas jakiś
przed inną zmięknie
i znów będzie nocą 
na jej ciele pięknie
i znów będę całował
i kochał łapczywie
ale zawsze bardziej siebie
bo śmierci mi daleko
bo śmierci dziś nie chcę
zawsze mam tych osób kilka
które podadzą rękę 
kiedy ty postawisz kreskę

1 II A.D. 2007