Gdybyś…

..Gdybys na wyciągniecie dłoni była…
i moja w swojej drżącą pieściła…
i gdybys ustami twymi me usta bawiła…
gdybys z rozkosznych chwil pamięcią mnie zostawiła…
byłbym szczęśliwszy….
w czekania trwaniu w myśli odgrzebywaniu…..
bo ja czekać kocham….
czekanie mym celem w – do środka dążeniu….
(12VIII2007)

w na myśl o tobie drżeniu
…oczami dziecka twarz twoja badam
poznaje…
i w pamięci mej jak na szkle
popiołem wyryta zostaje
ze skory faktura
z włosami na czole
i oczami we mnie
wpatrzonymi 
w ciekawości otchłani
w miłości w sobie
my – zakochani.
(15IX2007)

15 IX A.D. 2007

W pokoju…

W ciemności pokoju i gwiazd blasku….
Spoglądam na nią idącą po wyobraźni plaż piasku
Włosy na policzku ucho łaskoczą..
Krople w policzkach wąwozy toczą..
By w jej oczy spojrzeć….
Do okna podchodzę i twarz widzę
Obca a ta sama…o źrenicach ciemnych
Patrzących w oczy moje….pewnie…
Patrzących na mnie jak tylko ja patrze,….
Rękę wyciągam …i mijam się…
Z wyobraźni mitem….
To noc się kończy……
Złocistym świtem….

..słowa napisane do tekstu k.W.

5 IX A.D. 2007

Otwieram oczy…

Otwieram oczy.
Jasność kluje w płuca.
Ostry zapach niepokoju wbija się w nozdrza..
To przed chwila mój świat się skończył….
To przed momentem boga ktoś wyłączył….
Jestem tak cholernie sam na ziemi-
Gdzie ani raju- ani piekła nie ma….
Gdzie wszędzie jasno prosto zrozumiale
Tak by mózgu nie zużywać wcale…..
By z uczuć wymięty stal na rogu ulicy…
W tym jak się kurwie zamknięty nie pamiętał policzka….
Kiedy rano po nocy niespanej
Zwlekę się z lóżka….
I spojrzę do lustra….oniemieje..
Z wrażenia zdziwienia…złości…..ciągłego istnienia……

4 IX A.D. 2007

Gra…

..coś gra….
…lekko drgają struny….
lekko powieka drży..
by nie wypuścić 
spod niej łzy..

…coś gra….
….tak jak w sercu moim
ja i ktoś…
my we dwoje….

coś gra…..
jak bym chciał 
długo chlał….
zapominać nauczony

coś gra…
póki sił wystarczy
a kiedy zabraknie
człowiek upadnie

coś gra….
póki jestem
odejde
cisza będzie grała

coś gra….
tak jak ja…
jak w głowie szumy…
tak szumią stalowe struny…

jak ja
ktoś w ciszy 
dźwięki gra…
by myśleć zapomieć

jak ja…..
ktoś w ciszy 
przeze mnie
w żalu 
złości
łka.

15 V A.D 2007

Inaczej…

Tak inaczej miało być
Tyle wielkiej miłości
Wspólnych świąt
To samo okno
w które Patrzeć mieliśmy
Ta koszulka do snu
To łóżko rozgrzane
Ale co z życiem
Wieczne święto ?
Nie da się
Trzeba czasami
Założyć buty
i w życia błoto wejść
W codzienność…
Zwyczajne śniadania
i zwyczajne noce
Dni zwyczajne
… a my tylko
Z czerwonymi kartkami
Czujemy się razem
Jak w niebie
Nie chcę zabierać ci
Twoich dni świątecznych
Twoich chwil tajemnych
W których się gubię…
Jak Ty w świecie moim.

13 V A.D. 2007

Podchodzę…

I.

..A ja podchodząc do Ciebie
w oczy patrzę…
palcami włosy czeszę…
na karku pieszczoty zostawiam…
i mijam 
zważywszy wzrokiem
Twoją przed oczyma dłoń…
wiem…
obejrzysz za mną się…
teraz
kiedyś
albo dziś we śnie….

II

w ciemności
źrenic odblask-poblask
jasności niewiadomej
i obraz w niej milczący
gdyby nie ciepło dłoni
byłby jak posąg płaczący
łzą jasności…
Ja w Ciebie
Ty we mnie 
wpatrzeni…
nie, nie czujemy już pod stopami ziemi..
…bicie serca
– prawie widoczne
mimo ciemności…
mrokiem zwanej potocznie…
my w niej skąpani
jak dzieci w zimnej rzece
radością niemą rozradowani..

III

Z bułką i kawą
nim oczy otworzysz
z konwalią i słodyczą
nim cień na ścianie zostawisz
ze spojrzeniem głębokim tajemnym
w milczeniu wzajemnym
by ciekawość Twą wzbudzić…
a minut kilka potem…
oddechem szybkim 
i „KOCHAM”z gorących ust
wprost do ucha
by tych za ścianą nie zbudzić…

IV

Kiedy patrzę na nowe
Twej twarzy uśmiechy
nic, naprawdę nic 
nie daje mi większej uciechy
– od oczu Twych ogników wesołych
rumieńców policzków dziewczęcych
dłoni ruchów niechcących
głosu barw tęczą dźwięków
się śmiejących
i tak dnia każdego
dzięki nim właśnie 
śmieje się we mnie coś nowego…
dzięki tobie..w radości tworzonego…

26 II A.D. 2007

Zgraje…

..całe ich zgraje…biegną….
ciemne duchy…
..na drodze ona jasna…
rozrywają..
wokoło pluszcze krew…..
dziewicza mądrość w niej płynie..
..dobra istota…
.tak niepowtarzalna że jedyna…
….dobra istota..tak podarta 
….że nie do rozpoznania…
….wilków watachy…..
…skaczą sprężyście..
…..nawet nie szarpią całych jeszcze zwłok…
..mięso się marnuje w błocie kala
..krew w żyłach ostaje…….
..by niezjadliwym uczynić….
…….po wszystkim…
..zostaje…nawet dusza wdeptana…
podnieść się nie może widząc swych zwłok szmatę….
..tak miała białe szaty……
tak dbała by nie skalać cnoty…..
..by zawsze dobrą i prawą być…
..a tamci..siłą ją wzięli..z cnoty obdarli
życia spazmami karmiąc…
..w usta uśmiech lubieżny wkładając siłą…
..w rękę nóż i ogień…..
..z kłem przy tchawicy…..
…..ze zgniłym oddechem po lica prawicy…
…Ona tak biała niegdyś upadła..
..nie przez życie całe lub pół..
..ale przez chwili ułamek…
gwałtem ją wzięli..
gwałtem…
…i…
…stłamsili na runa lasu liściach…
..zgwałcili wśród gałęzi trzasków…
..bez szacunku…
……bez magii ciepła ciała drugiego…
a w pośpiesznym sapaniu….
…a teraz…
..klęczy na ziemi….cała stłamszona.
..zgnieciona ciał sztukami……
lico płonie od chwil gorących…
…od myśli dobro żrących…
…odpłaci im….
..odwdzięczy się…..
…..znajdzie…
…..ich bliskich żony i siostry….
….i tym samym zapała…
..żądzą ognia i zemsty…..
…tak jak oni..
przed laty…
…kiedy ktoś ich samych rządzą ową kalał.

Pamięci wszystkich tych…których zepsuło życie samym sobą…a białą szatę zemsta a nie pierwotne zło znaczy.

25 II A.D. 2007

Pamięć…

/pisane o dziwo przy muzyce Xaviera Naido….za atmosferę/….

…maj…17 lat kilkadziesiąt temu….
przy stole człowiek….
za oknem niewidoczny ruch…
ludzi psów dziesiątek kilka….

…trzask łamanych drzwi…
karabinów szczęk…
za łopatką tępy kolby ból….
….nogi szeroko..
ręce na ścianę
…niepotrzebnie 
aż kolczastym drutem związane

….u stóp matka płacząca…
…u stóp matka całująca…
…dziesiątek kilka ludzi psów….
…za ręce wciąga na wóz…..

młoda żona….we łzach..
…młody człowiek….
na pytanie odpowiada….
…w kopach nie było litości….
nie patrzyli gdzie trafia but, pięść…
„za co zgineli twój ojciec i brat…
– za to że byli prawdziwymi polakami…”…
potem w oczach ostre słońce…
i w potylicy tępy ból…
za to bito……
7 lat więzienia dawano….
gdzie szkorbutem i pięścią
człowieczeństwo łamano…

10 luty dziś….rok 2007….
…znane nzawiska…ludzi poczciwych…
staruszkowie dzisiaj…
wnusie na kolanach i uśmiech na ustach
…domy ogrody…ordery nagrody
pieniądze za słóżbę wzorową…
…za państwu oddanie…
….za „polakiem” bycie….
…znam kilku….
dziadkowie poczciwi…
czy pamięć tak słaba…..
czy sumienie ślepe….
….nie pamiętają który 
nie pamiętają kiedy
…ręce drutem wiązali….
pod choinkami Polaka kopali…..
…UB….
Urząd Bezpieczeństwa
Ubojnia Bohaterów
Utrapienie Bliskich
UB…
jeśli cię spotkam Dziadku
jeśli zapamiętam..
jeśli dowiem się
…że biłeś…..
że kopałeś…
…że twoim Ojcem
ten który połowe rodziny 
z zimną krwią mojej zabił…
….opluję…zbeszczeszczę
…przypomnę tych lat kilka
kariery…młodości..
kiedy dla rodaków brakowało ci litości
… kiedy umiałeś do nieprzytomności 
w pięty bić
kiedy żebra chrupały pod krzesła nogą
..kiedy narządy w szufladzie zostały
bo ją kopem zamknąłeś….

kiedy budzili się na węgla kupie…
kiedy oczy zapuchnięte nawet światła nie widziały…
..kiedy nadziei brakło…
śmierć miała być lepszą niż życie….
….ja pamiętam…i nie zapomnę..
ja cały czas pamiętam…..
..ja nie wybaczę…
bo tego nie wolno
za Polskę się ginie
ale nie z rąk polaka
….poczujesz
obiecuję.

/pamięci najwspanialszego człowieka jakiego było mi dane w życiu znać….
pamięci największego patrioty jakiego znałem…człowieka który był w stanie poświęcić życie za swój kraj, Pamięci kogoś..kogo poznałem kiedy grano „na Stos” nad trumną jego……Pamięci człowieka , którego najbardziej kochałem…kto jest dla mnie wzorem przykładem i autorytetem…..któremu wystarczyła podstawówka, by wiedzieć kim jest..i ile może dla świata zrobić..ile istnień uratować i szczęść……pamięci „Brzozy” z AK …pamięci…..on mnie rzeźbił..mimo że palce już nieruchome…..on mnie ulepił..z twardszej niż inne gliny…on mnie urodził „bo mama miała pranie”….Dziadek Z. ………..pamięci….oby Ci tam było dobrze…oby demony wojny z głowy uleciały…a w niej spokój zawitał……..i obyśmy jeszcze kiedyś już tam….razem…..rękęsobie podali…porozmawiali…abyś dumn ze mnie był………tego chcę…..to moja mała modlitwa…../

Pamięci Dziadka Zygmunta… 1917-04.XI.2001

10 II A.D. 2007

Szczęść okruchy I

są takie chwile
których nie opiszesz
w których muzyką opływam 
i mimo że w ciszy
łazmi załkany
nieszczęść się 
w świecie doszukuję
najszczęśliwszym się..
na tymże świecie czuję

….za Omegę, Leve loff…Unforgiven, całe Lao..i wiele wiele innych……które te okruchy sypią….

6 II A.D. 2007

Grzeszny…

..tak wziąć w ramiona..
ku niebu unieść..
i wirując w słońcu 
usta jej całować

tulić twarz ciepłą
w jej włosy pachnęce
ustami szukać 
ust smakujących

rękoma czuć
to co dla boga dalekim
bo nie ma szczęścia
on być grzesznym……
…….człowiekiem.

4 II A.D. 2007