w uszach słuchawki
w głowie szum
piwa zapach
ananasów smak
Teksański
gdzieś za uchem
ja udaję że nie słucham
i udaję że nie piję
za to nie udaję
że naprawdę żyję
Lubię te proste dźwięki
lubię wody szum z łazienki
lubię ciepłe żony ciało
lubię kiedy Jej za mało
kiedy mi za dużo
lubię taką miłą muzę
Może jestem prosty kloc
może gustu nie mam
w głowie mało albo nic
ale cóż ma mnie to boleć
w tą dzisiejszą noc…
Siedzę tutaj piwko sączę
i zagryzam ananasem
pewnie zaraz tekst ten skończę
bo o normie ciężko pisać
ciężko składać rymy
kiedy puenty brak
kiedy pisze się ot tak…
Lepiej wstanę więc i skończę
pójdę przeżyć coś co skończę
zaboli i zapiecze serce mnie
sparzę w duszę się
piwo wyleję
ananasów zabraknie
życie z barw wyblaknie
W błoto trzeba będzie pójść
i zanurkować znów…
w tym co zostaje z marzeń i snów
co odbiciem jest normalności
co ukrywam, co chowam
tuż przed przyjściem gości..
przed ważną wizytą
Póki nie przyjdzie ktoś
kto lepiej ode mnie to zna
i kto tak jak ja
zanurkuje, ale utopić
za cholerę się nie da
i prędzej to wypiję i zjem
Przed swoim ostatnim dniem.
/W rytmach Hey’a dziergane /