Czy dusze ich
spode łba na świat patrzą
bo żal im
czy wstyd
tego co widzą
Tak jak Anioły
pokorne są i ciche
tak piękne
a takie liche
Wiele serc
zadziwią zachwycą
nim rdzą je zaleje czas
nim biedronki je wyszydzą…
Czy dusze ich
spode łba na świat patrzą
bo żal im
czy wstyd
tego co widzą
Tak jak Anioły
pokorne są i ciche
tak piękne
a takie liche
Wiele serc
zadziwią zachwycą
nim rdzą je zaleje czas
nim biedronki je wyszydzą…
Jeden…drugiego obok
w nozdrza, zapachów bije
chmura – chmur góra
Nad łąką skoszoną
gdzie trawę
wiatr pieści
– nie zwiezioną
Ja jestem tak z Tobą
Jak mogę tylko z żoną
tu i ówdzie…masz skórę słoną
od potu pereł na ciebie wylanych
i jeszcze – ni przez usta me
ni przez wiatr nie scałowanych
W roztargnieniu w trawę wplątane
tu prawa..tam lewa pończocha
Cale Twoje ciało mówi mi
– jak bardzo mnie kocha
i ile mi dać może
mimo że miłości to już nie pomoże
Bo rozlane wokoło nas
cale jej morze
strumieniami spływa
i w sercu wciąż wzbiera rośnie
aż je w końcu
nasza gorąca wiosną
miłość rozrywa.
Nocą…pisane, z muzyką
Boginii
po ciemności schodach
czy w górę
czy w dół
nie wiem
światła
jest tylko pół
światy dwa
jeden tu mój
drugi w serce dźga
jak twoje oczy szklane
kiedy patrzysz w moje
nad ranem
Jak twoje usta suche
kiedy kładę na twarzy
poduszkę
(są)
rękoma cisnę
kolanem dopycham
to ty umarłaś
więc czemu…
JA ZDYCHAM!!!
dlaczego tyle we mnie
tego co w tobie być winno
odpływasz co dzień
mentalna dziewico – panno
za złotym strzałem strzał
na łóżku obok siebie
para leży ciał
tyle ich już
z góry spoglądam
słabo jest w niebie
gorąco i duszno
tak od ciebie daleko
czuję że przypala się mleko
skwierczy i żarzy
trup się od trupa smaży
a tacy byliśmy
Piękni i młodzi
tylko po to
by zdechnąć w nędzy
na głodzie
(byli)
W rytm pisane Chris’a Corner’a „The Clash”
cudownie, puszysty, tęcza, dotykać, obłędnie, cisza, tęsknić, bliskość
Cudownie jest kiedy
od stóp do głów
spowija cię dnia brzask
gdy budzisz się
a ciszę tnie
nie rozrywa
dźwięk dnia
Przykre tylko to
że jedynym bliskim
który co noc
obok jest i tuli
czasami i łzę scałuje
kiedy w tęsknocie
płynie i wsiąka w niego
lubisz dotyk na policzku
lub kiedy uda spowija
miękki puszysty
i tylko Twój….
Zawsze jednak masz siłę
by wstać- czoła dniu stawić
i „obłędnie” się nim bawić…
po to tylko
by wieczorem
kiedy już i słońca zajdą
i tęcze usną
owinąć się
i o świecie zapomnieć
w jego ramionach
Szkoda że z wiekiem
nie tylko lat
ale i łat na nim przybywa.
Koc.
/Prywatnie. Dla nikogo więcej./
zło w Dobro….
Zabiorę Cię
Tam gdzie dzień od nocy
Nie-różny…
Gdzie drzewa
Wisielczymi skrzypami dyndają
Miast słońca wschodów
Pożogi łuna do lotu
Ptactwo podrywa
Gdzie żaden horror
Nie śmie się sobą ozwać
Bo niczym jest
Patrząc na krainę ową
Gdzie godzinę nie zegara takt
Odmierza
A wystrzałów salwy
Gdzie sam szatan
Być bał się będzie
I jako cnót wzorem sławion
Przez Wszechmożnego wszędzie
Pójdziemy razem
Stopami bosymi
Po skwierczących szkieł
Ścieżkach
I kroki nasze bestię obudzą
By żalem łkała
Za plecami widząc naszymi
Jak miast szklanych
Różane płatki leżą
Wisielcze twarze w lotosów
girlandy kwitną
Podniebna siżba
Nie w płomieni zastępy
A mgiłl tajemnych
Słodki wschodów
Róż wzlatywać będzie
Pożoga zgaśnie
Bestia snem zdrowym
Zaśnie
Kikuty drzew w gaje
Figowe i oliwne ogrody
Zmienimy
Szatana od wrodzonego zła
I szpetoty uwolnimy
Rękę Twą w swojej
Czuł będę
Ty oddech mój ranka każdego
Nie ważne w świecie jakim
Którym
I gdzie…
Każdy z tobą przetrwam
I w lepszy zmienię
W najgłębszej ciemności
W oczach Twoich
Ciepłe słońca widzę
Promienie.
/|zło w Dobro”Astaferay!/ w takt pisane od 06:03 do 06:28 nad ranem…29X A.D.2008
B H D
z pustyni.
Z twarzą zakrytą
przez pustyni
zamiecie
Uczuć i serc
gdzie więcej jest próżni
niż żywych miejsc
Kroczą powoli
nie w nerwach
nie w bólu
za późno już dla nich
dawno już temu
oczy wyschły
jak piasków jeziora
z łez
codziennych
bolesnych
Godności
obdarte
miłości ochłapy
co ich pies nie rusza
bo do resztek
niepodobne
A Piękna byłaś
piękne byłyście
Tak młode jak
my
świeże
cudowne
Jak nie kochać
kiedy anioła uśmiech
oczy wesołe
i życia pełne
Dziś zgasły
na zawsze
mimo że żyją.
W rytmie pisane i na tle makijażu z H2SO4
Po nocach….
Nocą klawiaturę tulisz
wśród tłumu jesteś sobie sam
mówią wszyscy
ale z sensem nikt
Żyję szybko – ale mocno
Tylko Ty
W oczach lata płyną
Szybciej niż skóra pergamienieje
nie ciało a twoja dusza się starzeje
zamiast kolejną nad „fortepianem” nocą
idź spać – oddaj ciało kocom.
Do nich przytul się
I jak co noc
Zdradzaj…zdradzaj mnie we śnie.
Szarość
Ręce jak ptakro
zpościeram
Chcę obronić
przed codzienności śrutem
przed niewidzialnych płotów
ostrym kolczastym drutem
A może ja
nie bronić
a zasłonić
chcę osoby blask
Jej Boski smak
bioder ukryć kształt
Tak by nie dostrzegł nikt
że znowu zstąpił bóg
i nie cierpieniem zbawił mnie
a wdziękiem
Syrenim głosu dźwiękiem
Nie chcę Tobą dzielić się
będę bronił , dbał
aż zszarzeją skrzydła
i utraci życie smak
Twoje.
I nie dostrzeże boskiej nikt
spośród nas oboje
szare przyjdą dni
jak Twojej skóry przeszły blask
potrwamy tak
smutnych kilka lat
póki los
nie zechce kobiecości
dostrzec Twej
I nie wyrwie, nie odklei
od obrony
zabójczej troski mej…
Run & kill
Coraz szybciej biegnę
tracąc grunt pod nogami
w kaca objęciach budzę się
– z rozbitymi brwiami
gdy już godzić zaczynam się z losem
budzę się ze złamanym nosem.
A odchodząc
– ostatni raz
kopię twardym butem
ładną niegdyś twarz
nie obchodzi mnie
dusza człowieka
za to bardzo
– PKO-kartoteka
Zajebistymi furami
stawiamy plusy nad rowami
i dopiero kiedy głową
w AirBag walimy z impetem
życie jak w migawce
tak szybko się zaczyna
i jeszcze szybciej
gaśnie.
/Pisane przy HappySad’zie w ogłuszającym natężeniu i zabójczej prędkości/
…
Tak ciężko
wiosnę i smutek spleść
Kilka chwil milczałem
bo czułem że trzeba
że nie Im, a Mi to lepiej zrobi
Pochylam przed tragedią czoło
tak mały wobec śmierci
tej dalekiej i tej bliskiej
„Anielski orszak niech Twą duszę wiedzie…”
Amen.