21:33 05 II A.D. 2009

Córkę i żonę
w Polsce zostawiłem
a sam…
wolności szukać poszedłszy
Teraz One Wdową i Sierotą
Ja zaś trupem jestem
W lasku obok Staszka leżę
Z, na potylicy łzą krwawą
W Polskim mundurze
z Polską w pękniętym sercu
Z krwią zakrzepłą na zębach wybitych
Co leżą tuż obok marzeń rozbitych
Tak jak reszta cała 
nawet teraz z dumą
noszę belki generala

Życie odebrali
Jak ścierwa gnijemy w dole
Poukładani łanami
drutem ręce za plecami związane
by walki zakazać i śmierci w honorze
„Ruskie” elitę (Polskę) myśleli, że zabili
Lecz my synów mamy!!!
Oni zardzewiałe bagnety odgrzebią 
z ziemi od krwi rudej
i o trzewia najeźdźcy
co miast Boga 
do cara sie modli
na lśnienie srebrzyste
o międzyżebrze
ku sercu pchając wyszlifują
Szczerbiąc o „za zasługi” orderu blaszki
co skrywają przed mdłym słońca promieniem
miejsce puste, wyschnięte
gdzie ludzie prawi mają to
co zwą człowieczym sumieniem

Po latach jesieniach i zimach
na krzyży aleje patrzę.
Coś pęka we mnie 
Żal jakby i ból
że pod ten pędzący śmierci pociąg
nie rzucę się i swoimi kośćmi
rozpędzonych
nie zatrzymam
kół.

… na pamiątkę KATYNIA…czoło ku ziemi kieruję w szacunku, i bezgłośnie Rotę nucąc…żegnam się. „Tak nam dopomóż Bóg.”

Pisane po „Katyniu” Jacka kaczmarskiego.

12:26 26 I A.D.2009

okno…

Przy oknie otwartym,
Za którym tylko mróz został
I świata reszta
Zaciągam się i patrzę
Na gwiazd miliony
W wyobraźni świecie
Jedną z nich jestem
a może tylko śmieciem…
Jednym z wielu
Tak podobnym
Myślę o Niej…
Tulę
Ciepło uderza w skronie
Zamazuje obrazy
Byłe ekstazy
Sobą chcę pozostać
W niemym krzyku
O pamięć 
By siebie 
Na własność mieć

Dawno nie pisałem
Dawno nie myślałem
Po wódce samotnej
Z zawrotem powracam
Chcę być poetą
Z powrotem
Sklecam słów w rytm kilka
Stanem się upijam
Rodzę światy,
a nie zabijam
O biodrach marzę
Uśmiechu Twoim…
Kończy się tytoń
Samotności przybywa…
Życie życiem jest
Raz źle, raz dobrze
– bywa
Kładę się znów w myśli barłogi
Tylko kilka milimetrów od podłogi…
Czuję, że jestem
Prawdą
Życiem 
Gestem
Z’caluję z Ciebie dzień
Na ścianie
Zostanie po mnie
Tylko nikły cień. 

Pisane nocą… kilkanaście dni temu…kiedy naprawdę czułem, że jestem sam. I kiedy naprawdę było mi z tą samotnością źle…

20:54 23 I A.D. 2009

Oczy…


Podchodzę do łóżka
Oczy gasnące
nieprzytomnie przytomne
ostatkiem sil
iskry sypią dookoła
że żyć chcą
że patrzeć pragną
drgające powietrze
z ust bezgłośnych woła!
Przez dni kilka
ostatnich
tak jak by Cię nie było
Szeroko, wyraźnie
przed chwilą
oczy otworzyłeś.
Te same, które w wojnę
przed odłamków gradem kryleś
we łzach skąpane
obok krok za krokiem
kolejne padały
osoby kochane…
Patrzyłeś…
jak kiedyś TWARDO
jak kiedyś HARDO
jak kiedy mówiłeś
gdy z nosem rozbitym wracałem
“porachuj im kości
dla głupoty złej
nie miej litości”
z kawałka sosenki miękkiej
wyrzeźbiłeś dębowy posąg
który płacze…
kiedy oczy Twoje wspomina
ostatni raz otwarte
z ostatnim tchnieniem
uściskiem dłoni mojej w Twojej
Jak nikt we mnie jesteś
jak nikt pamiętam
i czoło zawsze pochylam
na myśl o tym że
z Bohaterem prawdziwym
po obiedzie drzemałem
zawsze zŁy, że od Ciebie
Dziadku
później wstawałem
Jeśli jestem czŁowiekiem złym
to przez świat.
Jeśli jestem dobry….
to Dzięki Tobie.
Więcej już nic zrobić nie mogę
poza krzyżem
i białą różą na grobie.

Kolejny tekst poświęcony “Brzozie”…
Powstanie napewno jeszcze wiele słów
Bo wiele słów jestem winien takim jak ON.
“Nieznany żołnierz” Twardy Polak.

Zahar…albo po prostu Zygmuś…
jak to Babcia mówi.

16:55 29 X A.D. 2008

zło w Dobro….

Zabiorę Cię
Tam gdzie dzień od nocy
Nie-różny…
Gdzie drzewa
Wisielczymi skrzypami dyndają
Miast słońca wschodów
Pożogi łuna do lotu
Ptactwo podrywa
Gdzie żaden horror
Nie śmie się sobą ozwać
Bo niczym jest
Patrząc na krainę ową
Gdzie godzinę nie zegara takt 
Odmierza
A wystrzałów salwy
Gdzie sam szatan
Być bał się będzie
I jako cnót wzorem sławion
Przez Wszechmożnego wszędzie
Pójdziemy razem
Stopami bosymi
Po skwierczących szkieł 
Ścieżkach
I kroki nasze bestię obudzą
By żalem łkała
Za plecami widząc naszymi
Jak miast szklanych 
Różane płatki leżą
Wisielcze twarze w lotosów
girlandy kwitną
Podniebna ciżba
Nie w płomieni zastępy
A mgieł tajemnych
Słodki wschodów 
Róż wzlatywać będzie
Pożoga zgaśnie
Bestia snem zdrowym
Zaśnie
Kikuty drzew w gaje
Figowe i oliwne ogrody
Zmienimy
Szatana od wrodzonego zła
I szpetoty uwolnimy
Rękę Twą w swojej
Czuł będę
Ty oddech mój ranka każdego
Nie ważne w świecie jakim
Którym 
I gdzie…
Każdy z tobą przetrwam
I w lepszy zmienię
W najgłębszej ciemności
W oczach Twoich
Ciepłe słońca widzę
Promienie.

|zło w Dobro”Astaferay!/ w takt pisane od 06:03 do 06:28 nad ranem…29X A.D.2008

22:22 29 VII A.D. 2008

on
Sam sobie Bogiem, Szatanem staniesz się dla innych.

Dziękuję Ci
za te wszystkie dni
wszystkie
w ramiona wzięcia
każdą miłości oznakę…
….
że mężczyznę ze mnie robisz…
tak siebie poświęcając
na życie odpornego
i jego chłody

szkoda tylko
że….
Twojego będę satelitą już ciepła nie czuję
…słów mi normalnych brakuje
i zamiast chcieć słuchać
chcę być głuchym 
i nieczułym
na wołania

Łatwiej nam bez siebie obok
nie będę satelitą ciebie.
nie tak mnie rzeźbiono

Nie chcę cię
po prostu
nie tak
nie w tym wydaniu.

21:51 23 VII A.D. 2008

oko
Pędzę
Pędzę
Co raz szybciej
Zatopione w drogę oczy
W głowie plan
Co zrobie 
Sumienie się boczy
A ja tylko patrzę
W lśniące swoje oczy
I dym co rozpełza
Mgłę czyni
Iluzją karmi mnie
Podaje wątłą rękę
Kiedy jestem już na dnie.
I mi tam dobrze
Ciepło i wygodnie
Nie chcę
I nie lubię
Iść przez życie łagodnie!

21:28 23 VII A.D 2008

….jak ktoś.W słowa zgoła banalne wsłuchany…..z muzyką jak z OSP…a budzą one we mnie uczucia znacznie wyższe, aniżeli te, którymi otaczam s^ę na codzień……
Tak więc tekst ten, który dopiero za chwilę wpłynie do mózgu mojego…..dedykuję wszystkim tym, którzy swoje szaleństwo potrafią i chcą zamieniać w sztukę…w minutę zadumy nad sensem bezsensu i bezsensem sensu ☺ pozdrowienia dla Cześka!!!

Kiedy się na ulicy budzę
Po tym jak zasypiam, 
Bo się nudzę….
Rozglądam się dookoła
Z noworodka ciekawością
Tak samo siny,
W orientacji zagubiony
Na słońce patrzę
Oczy pieką
Pięknem
Z piękna radością
I smutku kroplą….
Ze łzy ciężkiej
Życiem się cieszę
 Z kieszeniami pustymi
I sercem pełnym
Czego?
Nie wiem jeszcze
W sekcji wykażą…
Ja z cicha podpowiem – 
Szczęścia….
Ale z kartotek wymażą….
I szarość wpiszą…
Z zazdrości, że ich śmiertelne karty
„ze szczęścia“ nie wiszą.

Niepoukładane..a czy ułożę..nie wiem…się zobaczy…..nazwijmy to  „szkic“

23:31 21 VII A.D. 2008

humano
Zawsze myślę
Zastanawiam się
Ulicą między ludźmi idąc
Czemu jestem taki…
Czemu chodzę ze swoim mózgiem w kieszeni
I skrobię na nim te słowa
Pełne ironii
Prześmiechu
Jak bym był 
Recenzentem ludzkich losów
Nie …ja nie ludzi oceniam
Nie to jak ich los płynie
Ale to 
 Jak nieporadnie sobie z
Okiełznaniem owego radzą,
Jak niekiedy żałośnie 
Żyją
W kłamstwie
Pozerstwie
I bóg jeden wie 
Czym jeszcze…
Śmieję się
Bo przecież płakał nie będę
Tak żyję
By nie żałować
Że minęło życie
A ja stalem obok
Biorę co niosą…
I wyśmiewam się z ludzi….
A imię moje….
Człowiek.

11:23 19 VII A.D. 2008

Plaża i pet.Ludzi tłum….
Z nieba żar
Jak zawsze ja
Obok gdzieś za tłumem
 Spoglądam….i widzę
W duszy się śmieję z idiotów
Z papierosem w ustach i dymem 
Co snuje się jak kot siwy leniwy….
Spojrzenia dewotek
Co na plaży odsłaniają ciała
Do waleni podobne
I atrakcyjne równie
Wzrok młodych
Co ciała opaliły..i nęcą teraz
Oczy zza szkieł czarnych
I nie tylko
Ciałami…..
Ustami…..
Czymś co strojem zwą choć go jak najmniej 
Mieć by chciały
Albo i wcale

A ja Eldo slucham
Płaczę prawie
Wspominam
Tęsknię
Żałuję

I kolejnego peta
Z ironią na ustach 
Pewnością siebie…..
Palę.

Świnoujście 19.VII.2008
11:23

Odpowiedź w komentarzu:

plaza… 
ludzi tłum (jak to latem)
zachód słońca
jak zawsze ja i Ty 
obok gdzieś za tłumem
spoglądamy i widzimy
rozbawionych, zamyślonych
zakochanych i samotnych 
szczęśliwych i mniej
ludzi…bez odsłoniętych ciał- bo zimno
a nęci ustami i ciałem….ach nieważne:)

bez Eldo 
bez ‚prawie’placzu…ale ze wspomnieniami i uśmiechem na twarzy
bez tęsknoty i żalu
i oczywiście bez papierosa 🙂



Moja odpowiedź do komentarza:

piasku łany 
ogrom ludzi nieprzebrany… 
słońca skrycie –
w anty-zenicie 
Ja z Tobą 
Ty ze Mną 
jak zawsze niezwykli 
jak zawsze inni 
na innych patrzymy 
innych widzimy 
tu uśmiech 
tam trwoga 
tu myśli kłęby 
tam…ognista woda 
tu serca dwa razem 
tam udo na ramieniu 
ponętnym kusi obrazem 😉 
nagości kolorem oliwkowym ciałem…
jak Twoje 

Eldo w glowie szumi zawsze 
tłem dla życia się stal 
za rękę Cię trzymamsiwe dymu kłęby 
w morze patrzę… 
gdzie jak rozbitkowie 
okręty wołają że są… 
siwe dymu kłęby 
nie z mojej sie dobywają gęby 😉 
a z ognisk 
co szwedzkie drewno 
z przypływów palą 
by zziębnięte ciała ogrzać 
….owiane bryzy falą. 
Czekam…..6,5 dnia. 
jeszcze 
aż. 
zaczymam szaleć. 
normalnie nienormalnym być 
zaczynać żyć. 
…buuurlalala…;) 
Burbulala 

a nie mówiłem ;P