Czerń oczu…

z oczyma w czerń wpatrzonymi
w szyby cień za zasłona
na twarz po drugiej stronie
inną niż te które znam
bardziej niż obca
bardziej niż tajemną
tak tylko dla mnie
jej oczy skrzące
tylko dla mnie ramiona jasne
kark i włosy po nim pełzające
dłoni palce lekkie
daleko ode mnie 
a pieszczotę zostawiają
daleko ode mnie
a czuję ich miękkość i ciepło
po torsie szyi
ku twarzy zmierzają
a ja w szczęściu stoję
patrzę i w głowie film gram
patrzę – i czuję że coraz bardziej mnie nie ma
z każdą chwilą więcej jestem za –  niż przed szybą
z każdym dniem mocniej w to chcę wierzyć że zostanę
że nie zniknę do końca 
za oknem obok niej nie stanę
chcę ale nie mogę
już mnie zabrała
to nie ciepło było a chłód
jej skostniałego ciała
teraz za rękę prowadzi
po plecach matczynie gładzi
a mi tylko do oczu łzy płyną
ja jeszcze nie chcę
ja chce życie pić
za dużo bym chciał 
kiedyś trzeba „broń“ złożyć.
to on ciebie prędzej niż ty jego – zdążył stworzyć

ze śmiercią.

10 I A.D. 2008

Złe sny…

złe sny to tylko sny
przeszłość to tylko wspomnienia
nic ci ze starych miłości przyjaźni i rozpaczy
zła przeszłość – błędów bez liku
nie żałuj, życie jest krótkie
i piękności w nim zbyt mało
by sił błędy młodości rozpamiętywało
to co się obmyło doświadczeniem
nawet tym błędnym – nie do wybaczenia
to zawsze lekcja, której jako nielicznej się słucha
i nie wypływa ona z ucha do ucha
ta chwila ciszy kiedy byłaś niemową bez przepraszam
twoje słowa nie zawsze brzmieć muszą by znaczyły
czasami warto skoczyć w przepaść 
by z połamanymi nogami wiedzieć 
jak to jest być ptakiem
czasami warto odpłynąć,
by wiedzieć jakim „pływający“ są biedakiem
żałować możesz śmierci
osoby
bez żalu żałoby i słów złych
ale nigdy siebie i lekcji swoich
tak więc ubierz uśmiechu kolory
i ciesz się życiem i mądrości kawałkiem
że sama wiesz
co dobrym a co złym
nie sztuka przepraszać
sztuka dostrzec w sobie winę.

Monice – by łatwiej było zapomieć.

10 I A.D. 2008

A kiedy pójdę…

a kiedy pójdę
prostą drogą
gdzie w bursztynów piaskach 
kamieni szukać będę
gdzie w miodzie i mleku
kąpieli żebracy zażywać mogą
gdzie nie ma wiary
 bo wszystko się staje
padnę krzyżem
i zapłaczę
błagał będę
– Panie daj mi chłód
daj mi głód
i nędzy ksztynę
bym znów poczuć mógł się człowiekiem
tak słabym
bym znów był twym synem – 
po chwili uśmiechnę się
po kamieniach idąc kaleczę nogi
i znów zabłysną oczy
zobaczywszy w wody lustrze
mój odzienek ubogi
bom ja człowiekiem
i jedno czego pragnę
to pamiętać że żyję
czuć
to przecież takie ładne.

10 I A.D. 2008

3 lata

Życie takim
że bez bólu
treści nie ma
bez bólu jaskrawości
barw i zapachów siły brak
rana to blizna późniejsza.
zaú blizna to znak
znak że żyjesz
do rozpoznania, poznania
niechcący gardło podcinam
uśmiechami dwoma sie śmiejesz
to z miłości i bezsilności
wybacz – ale kocham twą radość
i po dwakroć widzieć bym chciał
tylo czemu oczyma szklistymi spoglądasz
nie widzisz mnie
tylko – nic za mną

Bądź ze mną
nie „sucha“ zimna
a żywa gorąca
nie pamiętaj złego
a tylko mnie – zwykłego
tak cholernie w Tobie
zakochanego…

5 IX A.D.2006
trzy lata razem.

5 IX A.D. 2007 ?

Za…

Za chmury błękitne
za źdźbła zielone
     za oczy wesołe
     miłością karmione

Za wszystko to co jest
za wszystko co z nas nie uleci
     za chwile które razem
     za głowy pełne marzeń

Za błysk łzawy w oku
Ty w pościeli ze mną
     stojący zegar z boku
     scałowuję płynące łzy

Za czasy przyszłe
za biało-czarne miasta
     młodych bohaterów
     w przeciwgazowych maskach

Modlę się za to
przed chwilami klękam
     krzyżem chcę leżeć
     o nas się lękam

Chcę obok siebie-Ciebie czuć
chcę dłonie pieścić
     tulić twarz do twych nóg
     Kocham Cię- nie wart nic – Ja.

Zajrzę dziś w oczy
u schyłku dzisiejszego dnia
     o czoło skroń oprę
     bo z tobą chcę być…
          zwyczajny Ja.

10 IX A.D. 2007

Godzina nocy…

noc
godzina
nie patrze na zegara tarczę
tyle myśli co sekund w życia czasie
slow rzucanych na i pod wiatr
wracających echem tylko do mnie
zostawię je w sobie
w duszy spamiętam
jak litanie do wszystkich świętych
albo wyrzucę
ku morza falom
niech niosą
aż za lat kilka doczytasz się ich przypadkiem
Noca
gdy sen percepcje w irracjonalizm zamienia
kiedy myśli się tęczą dziwactw mienią
rozmowy słów potrzebuję
we własnych się nie lubuje
ciebie chce ciebie, twojego ciepła
oddechu na dłoni szeptu na skroni potrzebuje
a ty gdzieś tam
z kims
kłócisz się albo spisz
nieważne
życie beze mnie tracisz.

…….kocham takie noce….

12 VIII A.D. 2007

Więcej…

…z kolejnym dniem coraz więcej i więcej….
połykam oczyma i na papierze wyobraźni drukuje….
straszne sceny i myśli które on czuje
rzeczy możliwe i mniej
rzeczy straszliwe i nie….
w innym świecie czas spędzam…a swój prawdziwy od głowy odpędzam….zasypiam i budzę się z nią….
gdy policzki pala
ochłodzę je nią…..
i zapach poczuje….
i kartek miły chłód…
i znów ucieknę..
ukryje się znowu…
za twardej oprawy 
łamane polowy.

12 VIII A.D. 2007

Gdybyś…

..Gdybys na wyciągniecie dłoni była…
i moja w swojej drżącą pieściła…
i gdybys ustami twymi me usta bawiła…
gdybys z rozkosznych chwil pamięcią mnie zostawiła…
byłbym szczęśliwszy….
w czekania trwaniu w myśli odgrzebywaniu…..
bo ja czekać kocham….
czekanie mym celem w – do środka dążeniu….
(12VIII2007)

w na myśl o tobie drżeniu
…oczami dziecka twarz twoja badam
poznaje…
i w pamięci mej jak na szkle
popiołem wyryta zostaje
ze skory faktura
z włosami na czole
i oczami we mnie
wpatrzonymi 
w ciekawości otchłani
w miłości w sobie
my – zakochani.
(15IX2007)

15 IX A.D. 2007

W pokoju…

W ciemności pokoju i gwiazd blasku….
Spoglądam na nią idącą po wyobraźni plaż piasku
Włosy na policzku ucho łaskoczą..
Krople w policzkach wąwozy toczą..
By w jej oczy spojrzeć….
Do okna podchodzę i twarz widzę
Obca a ta sama…o źrenicach ciemnych
Patrzących w oczy moje….pewnie…
Patrzących na mnie jak tylko ja patrze,….
Rękę wyciągam …i mijam się…
Z wyobraźni mitem….
To noc się kończy……
Złocistym świtem….

..słowa napisane do tekstu k.W.

5 IX A.D. 2007

Otwieram oczy…

Otwieram oczy.
Jasność kluje w płuca.
Ostry zapach niepokoju wbija się w nozdrza..
To przed chwila mój świat się skończył….
To przed momentem boga ktoś wyłączył….
Jestem tak cholernie sam na ziemi-
Gdzie ani raju- ani piekła nie ma….
Gdzie wszędzie jasno prosto zrozumiale
Tak by mózgu nie zużywać wcale…..
By z uczuć wymięty stal na rogu ulicy…
W tym jak się kurwie zamknięty nie pamiętał policzka….
Kiedy rano po nocy niespanej
Zwlekę się z lóżka….
I spojrzę do lustra….oniemieje..
Z wrażenia zdziwienia…złości…..ciągłego istnienia……

4 IX A.D. 2007