Uścisk

…W uścisku spleceni…
…ciała dotykiem wzbudzone…
…błądzące po nich dłonie…
…w poszukiwaniu wrażliwych miejsc…
…chwytają skrawki powietrza…
pijąc krople potu…
…palce zaciskają aż knykcie bieleją…
… a twarze krwią podbiegają…
…nie wiem co szybsze…
…oddechy czy ruchy…
….Jednakże zawsze ktoś walkę wygrywa…
…w błądzeniu dłoń szyję odnajduję…
….palcami oplata…
..białe- bielszymi knykciami…
…purpury więcej…
…pot jak rtęć…
na końcu tylko głośne westchnienie…
…tuż po błysku świście…
…plama krwi…
…tak niewiele…
….a miast miłości śmiercią zwane….

26 VII A.D. 2006

Gra…

…a kiedy ustanie ból…
kiedy odchodzić przestaną…
kiedy nie będą mijały już splendor i chwała…
kim się staniemy..?…
ja tobie mówił będę i ty mi…
O mój boże…

a jacy z nas bogowie…??…
…tacy co kochać na śmierć umieją…
…tacy co potrafią z miłości zło czynić….
….tacy…że bóg by się dzieła swego wstydził….
…

…a bóg tak nie umie….
dlatego jest tylko jeden….
sam ze sobą w słów grę -grywa…
…ma uśmiech na ustach…
..bądź co bądź …zawsze wygrywa…

24 VII A.D. 2006

Prośba…

jeśli mnie słyszysz…
….a słyszysz napewno..
…proszę..
..by to o czym myślę….
…to co w swych myślach widzę niechcianego…..
….nigdy się nie stało…
…bym nigdy za Nią łez nie ronił….
…bym zawsze miał Jej tyle ile serce potrzebuje…
…by Jej serce biło tak długo jak Twoje…
…a dusza moja niech ją widzi…
..serce kocha….
…Niech będzie moim Aniołem…
…niech wierzy w Ciebie i Miłość….
….będące jak wiatr…wszędzie wkoło niewidoczne….
…

…a jeśłi moje prośby nie pomogą…
….mary senne i koszmary się spełnią….
…krnąbrnym i złym się stanę….
…nie…
….boga nie zmienię…boś ty jedyny…
….ale zniszczę go w sobie…
…zamiast kochać znienawidzę…
…zabiję ludzi złych…ze sobą na końcy…

tak więc…proszę błagam….
…daj mi opiekę nad Nią….
….pozwól każdego dnia sprawdzać oddech na policzku i puls ust….
…pozwól być obok
…zawsze kiedy trzeba…
….pozwól żyć….
….kochać…
…samemu wybierać….
…

…Jeżeli mnie słyszysz
…a słyszysz napewno…
…wybacz…
…to nie słowa zuchwałości i grooźby…to miłość….
…ta którą ty sam mi obiecałeś i dałeś…
….i świat…który sam stworzyłeś..
…i który zerwał się z łańcucha…
…a teraz kąsa…
….kochaj nas…
…

„Prośba”

20 VII A.D. 2006

Dla…

…..

mówisz bądź…
mówisz trwaj…
obok jak anioł….
…pilnuj
…by każdy
…z dni przeżytych…
był 
tym dobrym
i szczęśliwym…
…by każdy z dni
miał sens…
był czymś
w „niczym” tego świata….
….ja jestem
….ja trwam
…jak anioł
…jak Ty dla mnie
….staram się
być sensem twych dni….
…staram się
zapełnić świat
…pomalować go w tysiące barw
….czasami
mimowolnie
kartę brudzę kleksem
…nic to
…ty 
owego rozmalowujesz w pejzeże….
…ty
z moich szarych dni
robisz euforii esencję
….siły i szczęście
skroplone
…do granic kondensacji…
…tak jak dziś
…niby nic
…niby tylko byłaś….
…a dzień
tak cudowny
…jak życie niektórych całym nie jest….
…tylko obok
….aż tak wielkim obok
…wyjątkowym
…jak tylko ty umiesz być…
….mówisz kochaj….
…nie myślę nic innegio czynić
..trwać chcę
i w trwaniu swym miłować
….duszy obrazy
…muzykę myśli
…i ciała posąg
cudowny…
pełen ciepła…
gorąca…
…wręcz wulkan…
który
…ze mną wybucha
….i dla mnie
…tak jak ja dla niego….
Kocham.

Słowa pisane dla jedynej osoby dla której byłbym w stanie napisać miłosny wiersz..o ile to co napisałem można nazwać miłosnym.,…i wierszem…. Dla Ani.

29 VI A.D. 2006

Ciemna strona…

…ciemną stroną…
…nad jasnej konturem…
biegnie myśl….
…po ostrza krawędzi…
w biegu swym 
dzieląc się na dwoje….
jedno wznosi się
drugie opada…..
…na czubku noża 
zostaje tylko kropla..
.mała bijąca kropa serca..
.bez której żadne z nich
trwać nie umie.
.i wraca….
lecz powrotu nie ma …
zostają w swoich światach 
uwięzieni…
w piekłach..
i niebie 
łaskawym ponoć…
uwięzieni…
u BOGA BOKU…..
nagrodą za życie dobre..
jest trwanie w nicości…
karą za złe….
wieczna bojaźń śmierci.
….a kropla cały czas drży
…jakby się bała
że nie znajdzie ukojenia 
w sercu nikogo…
aż w końcu spada…..
zgodnie z fizyką…
w dół..
i tylko skwierk słychać…
i cichutki wrzask……
ale to już inne życie….

27 VI A.D. 2006

Budząc się…

….czasami budząc się ze snu…
czuję dziwne obrzydzenie
..myślę że wolałby się nie dotykać….
ale trudne to kiedy jest się dla siebie jedyna-
-ostatnią osobą……
Czasami brzydzę się swoich myśli 
na wpół diabelskich….
na pół boskich…..
czasami boję się ….
sam siebie…
bo czynić zło chcę…
wiedząc iż nim jest…
karać najbliższych 
za to że tak bliscy..
…a to że samotność przetrzymują..
ja im siebie zabieram..
…rozdzieram na skrawki….
..jedwab swojej osoby….
….a on nie do zszycia…

sa na tej ziemi…chwile i osoby
..takie iskry..które 
spalają lont samodestrukcji…demona 
wpinającego swe zatrute łapska w mózg…
…są takie osoby…
…bez których świat byłby po prostu mniej wart….
…dziękuję….Asta!
…..

19 VI A.D. 2006

Oczy…

Otwieram oczy..nie sobie a im…zaropiałe powieki a pod nimi martwe odbicie…strzępy skóry….naga szczęka i urwane ucho….jakież wspomnienia muszą mieć umarli że wyobraźnią takie mary wypluwają……by anielskiej duszy nie kalać brzydotą odrzucam zwłok i odchodzę….krocząc ścieżką porośniętą trawą młodą…zostawiam ślady…..zgnilizny i smrodu….to nie ja idę a sumienia moje….i ofiar strzępy….do lustra podchodzę tylko po kolejny kawałek…by cierpienia pominąć..i raz kolejny przypomina mi nadgarstek żem ja już martwy po stokroć…a krew płatami leci miast kropel…usta modlitwę martwą śmiewają..i odpuść nam nasze winy panie jako i my odpuszczamy……Tobie

16 VI A.D 2006

Stopy…

..przemarźnięte stopy….stawiam by doszły do siebie……na rozgrzanej słońcem drodze..a one ….czując co się święci…nabywają odcisków bąbli i strupów….diagnoza…??..nie pal to gangrena…myślę nie to nie dzisiejsza choroba…..a one….iść dalej nie chcą..tylko tak dla jaj bolą i bolą..jak by miały odpaść za moment……tak moje życie na kawałki rozpadać się zaczyna…kiedy idąc po piasku gorącym rozmyślam nad biegiem…jego-nie stóp…..kiedy tak idąc myśleć nie chcieć zaczynam…kiedy tak idąc..cholernie chcę się zatrzymać…kiedy idąc upadam by nie wstać…..bo na ostre wyrzuty sumienia…natknąłem się….słowa i myśli jak refleksy płyną wraz z muzyką do głowy….a ta wklepuje je klawiszami…zrozumiałą….od połowy….

8 VI A.D. 2006

Głowa…

Zadzieram głowę i patrzę w niebo…
A na nim chmury białe jak dobro…
Tak jak one, ono pojawią się gdziekolwiek,
gdzieniegdzie od niechcenia… 
Tak jak one niewiadomo skąd i dlaczego… 
Ma rozmyte kontury…. 

Pochylam glowę… 
Widzę soczystą trawę 
jak ludzi szczęsliwych… 
obłokami oslonietą od palącego życiem słońca… 
Skąd ich tylu i sił by trwac… 
Czy obłoki chojności nie skąpią?….. 

Zadzieram glowę i widzę twarz 
w wyobraźni kinie, 
bólu ostrzem przebitą… 
Gwaltu nasieniem naznaczoną 
po śmierci godzinę… 
Dziecka oko…sine z ojca troski 
by zawsze być kimś, 
choćby stać się miał najwiekszym nikim… 
Dziecko milością zabójczą naćpane… 
W oku którego, 
ojca ciało opada na dywan 
krwią serce znacząc….. 

Pochylam glowę widze ziemię zoraną… 
Cialami narodów nie-czystych, 
nie tu i nie teraz życia winnych… 
Krwi kaluże zastygłe, 
jak na dywanie konfitura… 
dywan plamę zatrzyma… 
A sumienie… 
Nie, nie zapomni, 
a o nim….. 

7 VI A.D. 2006

Światło

….. 
Przed światłem oczy mrużę w ciemności…
by źrenic nie kaleczyło
wszechobecnym głodem dobra…zła…Kolwiek czego..
Oby innym niż to co dziś
przez powieki żalem zaciśnięte świadomość karmiło obrazem…
dawało się upajać spokojem
despoty lub Boga… 
boga lub Despoty.. 
wszak obaj za ludzi wybierają
mówiąc ze to wolność..
lojalnością a nie strachem podszyta…

Powieki zaciskam, 
aż krew spod onych tryska
i barwi… 
szaty,place i poglady… 
a one zas 
sciany domow 
odleglych i biednych… 
woni chleba lakomych… 
twarze dzieci 
posoka walecznych ojcow… 
tylko…az wolnosci chcacych… 
tak malo za, az tak wiele… 
ponoc Bog swiat w karty z Czartem przegral… 
…i widac. 

06 VI A.D. 2006